czwartek, 19 lutego 2015

ROZDZIAŁ 1

   Jeszcze 2 miesiące i 29 dni. Dokładnie za tyle czasu Laura Marano będzie mogła opuścić piekło, jakim jest dla niej dom dziecka. Dostanie malutkie, może i zaniedbane, ale własne mieszkanko. Będzie żyć samodzielnie. Bez ciągłej kontroli i docinek ze strony Eleonory - opiekunki jej grupy. Nie będzie musiała dłużej wysłuchiwać jaka to ona jest chuda, zaniedbana i brzydka. Będzie wolna. I nareszcie zbliży się do upragnionego szczęścia.
   Życie nie rozpieszczało Laury. Nie zna swojej rodziny. Ponoć do sierocińca została podrzucona zaraz po urodzeniu. Leżała w nocy pod drzwiami, a obok niej znajdowała się kartka z informacją, że rodzice jej nie chcą. Że to dla nich zbędny ciężar. O tym małym dziecku nie było wiadomo nic. Jedynie bransoletka, jakby zostawiona na jej ręce przez nieuwagę, na której widniało imię i nazwisko oraz dzień urodzenia dziecka.
   Noworodek był w fatalnym stanie. Laura była przemarznięta, a jej organizm skażony był jakimiś środkami. Nie dawano jej specjalnych szans na przeżycie. Jedynie Sara - starsza opiekunka wierzyła, że dziecko może przeżyć. Codziennie opiekowała się małą Laurą, czytała jej bajki na dobranoc i dawała jest mnóstwo ciepła i miłości.
   Jednak gdy brunetka miała 12 lat, Sara zmarła. Do tej pory nie określono przyczyny zgonu. Laura znów była sama. Zupełnie sama. Pomimo to jakoś sobie radziła. W szkole znalazła parę koleżanek i kolegów, a nawet zdobyła przyjaciółkę. Każda chwila spędzona poza sierocińcem była czymś pięknym. A za 2 miesiące i 29 dni nie będzie już oglądać szarych smutnych ścian. Swoje mieszkanko wymaluje na zielono. Zrobi wszystko, aby jej życie nie przypominało już tego sprzed osiągnięcia pełnoletności. Przynajmniej taki ma zamiar.
   Dla Laury właśnie dziś zaczyna się nowy rok szkolny. Ostatni przed studiami (o ile w ogóle zarobi na studia). Ostatnia prosta, a potem już meta. Jakaś praca i wszystko się ułoży. Oby.
 

~•~•~•~•~•~•~•~•~•~•~•~•~•~•~•~•~•~•~•~•~•~•~•~•~•~•~•~•~•~•~•~•~•~•~•~

Nad malutkim grobem stały trzy osoby. Brunetka, blondyn i ich córka.
- Możesz w to uwierzyć? Minęło już prawie osiemnaście lat odkąd... - tu Ellen załamał się głos a po policzku spłynęła łza
- Wiem kochanie - wyszeptał blondyn do ucha swojej żony mocno ją przytulając.
- Tak bardzo żałuję, że nie mogłam jej poznać - odezwała się Vanessa - A nie zastanawiało was nigdy, że nie pozwolili nikomu jej zobaczyć? Nie było żadnych dokumentów czy czegoś tam...
- Vanessa przestań - przerwał jej stanowczo Sam - wiesz, że na mamę takie spekulacje źle działają
- Ale..
- Ani słowa więcej
- Mów co chcesz, ale ja cały czas czuję że ona jednak żyje i ...
- Van ! Koniec dyskusji !
Ciemnowłosa tylko zacisnęła usta w kreskę i wbiła spojrzenie w ziemię.
"Zobaczycie" - pomyślała - "Ja jeszcze wyjaśnię tą sprawę"


|•|•|•|•|•|•|•|•|•|•|•|
Hejo ! ^-^
A więc jest pierwszy rozdział.
Może i szału ni ma, ale coś tam jest :3
Krótki, bo teraz postaram się dodawać częściej.
Mam nadzieję, że choć przez chwilkę ktoś z Was myślał,
że ta brunetka na początku prologu to Laura, hm?
Oby ten rozdział sprawił, że coś zrozumiecie xD
Do napisania ;3

PROLOG

    Słoneczne popołudnie. W jednym z wielu domków na osiedlu GreenGrous wypoczywa brunetka o wyjątkowej urodzie. Leży na kanapie, bo przecież ciężarnej kobiecie odpoczynek dobrze służy. Pod jej poduszką spoczywa telefon z którego bardzo cichutko, prawie niesłyszalnie wydobywają się jej ulubione piosenki. Uśmiecha się do siebie patrząc rozmarzonym wzrokiem w sufit. Tak. Jest w ciąży. I to nie pierwszy raz. Jej córeczka przebywa aktualnie wraz z ojcem u dziadów, gdyż jej jest potrzebny spokój.
    Nie przejmuje się tym, co mówią inni: "Za młoda jesteś", "Co ty masz w głowie? Wiesz jaka to odpowiedzialność?". Ale ona wie i doskonale wszystko rozumie. Przecież w wieku 18 lat może decydować o swoim życiu. A ona zawsze chciała być matką i to jak najwcześniej, aby mieć dużo energii do opieki nad dziećmi.
    Ale o kim mowa? O pani Marano. Pani, bowiem od jakiegoś czasu jest mężatkom. Właśnie w tym momencie przywołuje w myślach swoich najbliższych: roześmianą, ciemnowłosą główkę córeczki oraz blond czuprynę i ciepły uśmiech ukochanego męża. Samo wspomnienie o nich sprawia, że dziewczyna ma ochotę piszczeć z radości. Jest tak szczęśliwa... I do tego jeszcze siostra, która jest tak dobra, że opiekuje się nią bezinteresownie. Kochana Ness.
- Już wypiłaś? - pyta Nessie wkraczając do pokoju, w którym wypoczywa młodsza siostra
- Tak. Dziękuję
- Dobrze więc. Zaraz się zacznie...
- Co się zacznie? - dopytuje się brunetka z uśmiechem
Nagle dzieje się coś, co przeraża młodszą Marano. Łagodne dotąd oczy siostry wypełniają się pogardą i nienawiścią, a na usta wkracza straszliwy, pełen złości uśmiech.
- Za chwilkę się przekonasz - syczy pełnym jadu głosem
Wtedy brunetka czuje w brzuchu okropnie bolesne ukłucie. Zrywa się z kanapy i upada na ziemię.
- C-co się dzieje Nessie?
- Nie mów tak do mnie! - krzyczy kobieta - Nigdy więcej! Mam cię dość! Ciebie i tego, że masz się za lepszą!
- Co ty opowiadasz Ne..Vanessa. Dobrze wiesz, że to nie prawda - mówi pomiędzy kolejnymi ukłuciami w brzuchu
- Myśl co chcesz. I tak cie nienawidzę. Z całego serca. Jeszcze długo poboli, a potem przestanie...na zawsze
Zaraz po tych słowach Van bierze ze sobą torebkę siostry i przecina kabel od telefonu stacjonarnego. Na koniec na stoliku ustawia kamerę i włącza nagrywanie.
- Na pamiątkę - dodaje i wychodzi
Brunetkę zwijającą się z bólu na ziemi żegna szczęk przekręcanego w drzwiach klucza. Jest w pułapce.
...
Ale jej siostra nie pomyślała jednak o pewnej sprawie... Dziewczyna z trudem przekręca się na podłodze i wyciąga spod poduszki telefon. Prawie nic nie widzi. Oczy ma zaszklone łzami bólu. Wybiera pierwszy lepszy numer. Odbiera jej sąsiadka.
- Jenny - ledwo co dyszy brunetka - błagam choć szybko do mnie. Wybij okna i choć do salonu. Ratuj...
Nie wytrzymuje kolejnej fali bólu. Upuszcza telefon i zwiją się na ziemi. Po chwili słyszy dźwięk tłuczonego szkła. Do pomieszczenia wbiega zdyszana Jenny. Uklęka przy przyjaciółce i wyciąga telefon, aby zawiadomić pogotowie.
- Jenn - przerywa jej brunetka - Ratuj Laurę - mówi ostatkiem sił wskazując na swój brzuch.
Potem jest już tylko ciemność

____________________________
Witam :3
Wiem, że Prolog bardzo chaotyczny ale nie chciałam
Was zanudzać czymś długim. Wszystko wyjaśni się z czasem :)
Mam nadzieję, że będziecie czytać ^^