Jeszcze 2 miesiące i 29 dni. Dokładnie za tyle czasu Laura Marano będzie mogła opuścić piekło, jakim jest dla niej dom dziecka. Dostanie malutkie, może i zaniedbane, ale własne mieszkanko. Będzie żyć samodzielnie. Bez ciągłej kontroli i docinek ze strony Eleonory - opiekunki jej grupy. Nie będzie musiała dłużej wysłuchiwać jaka to ona jest chuda, zaniedbana i brzydka. Będzie wolna. I nareszcie zbliży się do upragnionego szczęścia.
Życie nie rozpieszczało Laury. Nie zna swojej rodziny. Ponoć do sierocińca została podrzucona zaraz po urodzeniu. Leżała w nocy pod drzwiami, a obok niej znajdowała się kartka z informacją, że rodzice jej nie chcą. Że to dla nich zbędny ciężar. O tym małym dziecku nie było wiadomo nic. Jedynie bransoletka, jakby zostawiona na jej ręce przez nieuwagę, na której widniało imię i nazwisko oraz dzień urodzenia dziecka.
Noworodek był w fatalnym stanie. Laura była przemarznięta, a jej organizm skażony był jakimiś środkami. Nie dawano jej specjalnych szans na przeżycie. Jedynie Sara - starsza opiekunka wierzyła, że dziecko może przeżyć. Codziennie opiekowała się małą Laurą, czytała jej bajki na dobranoc i dawała jest mnóstwo ciepła i miłości.
Jednak gdy brunetka miała 12 lat, Sara zmarła. Do tej pory nie określono przyczyny zgonu. Laura znów była sama. Zupełnie sama. Pomimo to jakoś sobie radziła. W szkole znalazła parę koleżanek i kolegów, a nawet zdobyła przyjaciółkę. Każda chwila spędzona poza sierocińcem była czymś pięknym. A za 2 miesiące i 29 dni nie będzie już oglądać szarych smutnych ścian. Swoje mieszkanko wymaluje na zielono. Zrobi wszystko, aby jej życie nie przypominało już tego sprzed osiągnięcia pełnoletności. Przynajmniej taki ma zamiar.
Dla Laury właśnie dziś zaczyna się nowy rok szkolny. Ostatni przed studiami (o ile w ogóle zarobi na studia). Ostatnia prosta, a potem już meta. Jakaś praca i wszystko się ułoży. Oby.
~•~•~•~•~•~•~•~•~•~•~•~•~•~•~•~•~•~•~•~•~•~•~•~•~•~•~•~•~•~•~•~•~•~•~•~
Nad malutkim grobem stały trzy osoby. Brunetka, blondyn i ich córka.
- Możesz w to uwierzyć? Minęło już prawie osiemnaście lat odkąd... - tu Ellen załamał się głos a po policzku spłynęła łza
- Wiem kochanie - wyszeptał blondyn do ucha swojej żony mocno ją przytulając.
- Tak bardzo żałuję, że nie mogłam jej poznać - odezwała się Vanessa - A nie zastanawiało was nigdy, że nie pozwolili nikomu jej zobaczyć? Nie było żadnych dokumentów czy czegoś tam...
- Vanessa przestań - przerwał jej stanowczo Sam - wiesz, że na mamę takie spekulacje źle działają
- Ale..
- Ani słowa więcej
- Mów co chcesz, ale ja cały czas czuję że ona jednak żyje i ...
- Van ! Koniec dyskusji !
Ciemnowłosa tylko zacisnęła usta w kreskę i wbiła spojrzenie w ziemię.
"Zobaczycie" - pomyślała - "Ja jeszcze wyjaśnię tą sprawę"
|•|•|•|•|•|•|•|•|•|•|•|
Hejo ! ^-^
A więc jest pierwszy rozdział.
Może i szału ni ma, ale coś tam jest :3
Krótki, bo teraz postaram się dodawać częściej.
Mam nadzieję, że choć przez chwilkę ktoś z Was myślał,
że ta brunetka na początku prologu to Laura, hm?
Oby ten rozdział sprawił, że coś zrozumiecie xD
Do napisania ;3
Cudowny rozdział <3
OdpowiedzUsuńSzczerze? Coś tam ogarniam ;D
OdpowiedzUsuńPowiem ci że się super zapowiada ;)
Będe czytać i czekam na nexta! <3
Czekam na next :)
OdpowiedzUsuń